Przykłady PDF Drukuj Email
Redaktor: Administrator   
12.04.2004.

Segregator...

Agnieszce O. skończyła się umowa na okres próbny. Szef oznajmił, że podpisze kolejną, ale z niższą pensją. - Zawsze coś znalazł, żeby się przyczepić. W dodatku jak ochrzaniał, używał wulgaryzmów. Potrafił naprawdę upodlić.
Pewnego razu wpinała kartki w segregator. Wyszło trochę krzywo. - Równie dobrze mogła pani ten segregator wysmarować gównem - usłyszała.
Szef wyznaczył pracownikom piętnastominutowe przerwy na jedzenie i picie. Poza nimi nie wolno było nawet nalać sobie wody. - Mieliśmy prywatne kubki - wspomina Agnieszka O. - Zmywaliśmy je po pracy. Raz zmywanie zostało. Następnego dnia rano szef kazał sekretarce zapakować wszystko w worek i wynieść na śmietnik. Na szczęście zrobiła to delikatnie i wygrzebaliśmy potem te kubki. Oczywiście po pracy, bo wcześniej nie pozwolił nam wyjść.
Agnieszka O. miała dosyć, odeszła.

W grudniu po południu...
W styczniu zeszłego roku pielęgniarkę Teresę S. przeniesiono do innej przychodni, ale w tym samym katowickim ZOZ-ie. Zaczęła dobrze, lekarze ją chwalili, okulista nawet na piśmie. Nie układało się jednak z bezpośrednią przełożoną. W lipcu Teresa S. poprosiła o urlop. - Nie zgadzam się, jest mi pani potrzebna. Nie obchodzą mnie pani małe dzieci.
- To kiedy mogę wziąć urlop, pani przełożona?
- W grudniu po południu.
Na jesieni Teresa S. zasłabła w pracy i poszła na zwolnienie. Potem - zgodnie z przepisami - poszła do lekarki zakładowej po orzeczenie dopuszczające do pracy. Wszystkie badania wypadły dobrze i lekarka dopuściła ją do pracy ale... nie w gabinetach i nie w rejestracji. W kadrach powiedzieli: nie mamy innej pracy niż w gabinetach i w rejestracji. I posłali na tygodniowy urlop. Potem wydano nowe orzeczenie: Teresa S. może podjąć pracę w rejestracji, ale bez kontaktu z pacjentem i z telefonem.
- Jaki jest zakres moich obowiązków, bo nie wiem, co mam robić? - zapytała przełożonej.
- Niech pani gwiazdy liczy, szlaczki maluje. Tu jest pani miejsce - odparła przełożona i wskazała stolik na zapleczu.
Teresa S. zna ten dialog na pamięć, słuchała go wiele razy. Od pewnego momentu zaczęła nagrywać rozmowy z szefową na pożyczonym od córki dyktafonie.
Tego samego dnia po południu: - Pani przełożona, nie podejmę pracy, dopóki mi pani nie wyznaczy odpowiedniego stanowiska pracy i zakresu obowiązków.
- A co pani uważa? Że pani gwiazdkę z nieba przyniosę? Ma pani pracę, tam jest zaplecze, tam jest biurko.
Teresa S. zmierzyła sobie ciśnienie - 180 na 90. Wysokie jak nigdy. Poszła do lekarza, a jak wróciła po zwolnieniu, czekało już na nią wymówienie z trzymiesięcznym terminem. Jest teraz na zaległym urlopie, poszła z kasetą do Inspektoratu Pracy. Ale usłyszała, że kaseta to żaden dowód, że jakaś koleżanka musiałaby poświadczyć takie zachowanie przełożonej. - Teresko, przepraszam, ja mam męża chorego, nie mogę stracić pracy - powiedziała koleżanka.

 

Piękny bankiet zorganizowałaś!
Marta D. została dyrektorem ds. marketingu w terenowym oddziale dużej firmy medialnej. Była szczęśliwa. Do czasu, kiedy szef na kolegiach zaczął ignorować jej wypowiedzi albo opatrywał je ironicznymi komentarzami. Dyskredytował ją w oczach podwładnych.
Oddział organizował uroczysty bankiet. Uzgadniała ze współpracownikami ostatnie szczegóły: - Dziś obdzwonię agencje reklamowe i potwierdzę zaproszenia.
Usłyszał to szef: - Nie zawracaj sobie tym głowy, masz ważniejsze sprawy. Moja sekretarka obdzwoni za ciebie agencje.
Na bankiet przyszły tylko cztery spośród kilkudziesięciu zaproszonych osób. Do Marty D. podszedł wściekły szef i zaczął ją ochrzaniać przy ludziach: "No i co? Piękny bankiet zorganizowałaś. A gdzie twoje agencje?". Marta D. rozpłakała się i wyszła. - Po kilku podobnych numerach odeszłam z pracy. Leżałam w domu i patrzyłam w sufit przez trzy miesiące, włosy wychodziły mi garściami - mówi.


Różne...

Tomasz W. pracował w dużej firmie handlowej. Odszedł m.in. z powodu odzywek szefa. Do sekretarki: - Przynieś mi papierosy. Dobrze ci zrobi, jak się przejdziesz, bo za gruba jesteś. Do pracownika z oddziału terenowego: - Pan też mógłby pewnie coś zrobić, ale przecież wy z tego Poznania to jaj nie macie. Do pracownika z działu, w którym wcześniej zwolniono inną osobę: - Niech pan nie siedzi taki zadowolony, bo pan tu jest tylko dlatego, że jak zrobiłem wyliczankę, to wypadło na tamtego. Do przedstawicieli handlowych firmy, połowa to kobiety: - Może byście wreszcie palec z dupy wyjęli i wzięli się do roboty.

Zmieniony ( 19.01.2008. )
 
« poprzedni artykuł